| mignonablog |
|
2012 styczeń 2011 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2010 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2009 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec kwiecień marzec luty styczeń 2008 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2007 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2006 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2005 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2004 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień |
Kończąc o ile to możliwe, temat, dziękuję Państwu za wszystkie maile, telefony i smsy. Proszę wybaczyć, że nie na wszystko odpowiedziałam, ale u matki dwa razy weszłam na pocztę ze strony wp, a nie przez outlook, a nic tam nie mam porobione, brak archiwum i w ogóle i potem we Wro nie miałam pojęcia, komu odpisałam, a komu nie. Szczerze, nie jest tak, że przekazane przez Państwa wyrazy współczucia, czy propozycje wsparcia, w czymś mi pomogły, ale rozumiem, że był pozytywny gest i chcieliście jak najlepiej. Doceniam. Za to czymś naprawdę pomocnym były opowiedziane mi przez Państwa osobiste historie, związane z odejściem Waszych bliskich. Nie wiem, dlaczego, jakiś mechanizm psychologiczny. W każdym razie za nie dziękuję szczególnie. Nie odpisałam na większość próśb o hasło, które nadeszły w ciągu tego tygodnia, gdy dostęp do bloga był zablokowany, ponieważ stwierdziłam, że skoro z czasem odblokuję i opiszę, o co chodziło, wszystko będzie jasne. mignona 2012-01-29 12:54:52 Update "Podobną sytuację przeżyłem dwa razy. W pierwszym wypadku dotyczyła mojej matki. W dwa miesiące po śmierci ojca niespodziewanie do mnie przyjechała. Nie chciała nawet tradycyjnej herbaty dla niezapowiedzianego gościa. Krótko oświadczyła, że przyjechała odebrać magnetowid, który kiedyś pożyczyłem od rodziców, by oglądać kasetę z wesela. Zażądała zwrotu także kaset, na których miałem ponagrywane filmy Lyncha, Allena itd., czyli to, co ją zapewne pasjonowało... Uznała, że nie pozwoli rozkradać majątku po ojcu. Wyciągnęła ogromną torbę i zapakowała magnetowid wraz ze stosem kaset, a następnie wyruszyła pieszo na dworzec. Poczułem się złodziejem. Trochę lżejsze wydanie podobnej sytuacji było z teściową. Przez kilka lat nie wolno było wyrzucać nam rzeczy po teściu. Histerycznie oświadczyła, że nie my kupiliśmy te kalesony, ten młotek, ten pług, choć ostatni koń ciągnął go 40 lat temu. Wszystko było przydatne, potrzebne, niezbędne." mignona 2012-01-27 17:57:40 |
Archiwum zostało zamknięte na głucho, uprzejmie proszę nie pisać w sprawie hasła W innych kwestiach: onlesaura@wp.pl
|