Jednak przeprowadzka

czyli: „Albercik, wychodzimy”.

Cóż, blog.pl zdecydował za mnie. Kiedy go zakładałam w 2004 roku,
moim adresem mailowym była szyfonierka.wp.pl. Potem go zmieniłam, wp
unieaktywniło szyfonierkę.


A, żebym mogła przenieść blog na worpress, musi być aktywna.
Żebym, po automatycznym przeniesieniu mnie przez system, mogła wejść w panel
administratorski, też. Bez tego nie działa nawet login i hasło, powiadomiła
skonsternowana Jordann, która podobnie przegapiła sprawę. 


Zdawałoby się, że, skoro jeszcze mam blog po staremu, mogę
zmienić w nim ów nieszczęsny mail kontaktowy, ale nic z tego. Pojawia się
komunikat, że, jeśli chcę to zrobić, muszę najpierw przejść na worpress, a
przy próbie przejścia znów, że najpierw muszę podać mail i tak błędne koło.


Lada chwila nie będę zatem mogła już dodać tu notatki lub
cokolwiek. 


W związku z tym proszę ostatecznie wpisać sobie mój nowy
adres i tyle. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Będzie dobrze. A blog.pl
niech żałuje. 


mignona.ownlog.com

 

Ale jestem

1 komentarz

OK, odwaliłam kawał solidnej, nikomu niepotrzebnej roboty i
teraz będę prowadzić blog na dwóch portalach równolegle. Próbowałam przenieść
się na wordpress, ale chcą ode mnie mail, pod którym zakładałam mignonę. Skąd
mam go pamiętać? Pozostaje więc czekać, aż przeniosą mnie sami. I wtedy
zdecydować, zostaję, czy idę.


Z drugiej strony, całkiem z sensem udało mi się zaadoptować
ten nowy. Pogrzebałam w html, na ile się dało, dodałam zdjęcia na główną etc. Wolałabym
białe tło, żeby było wyraźniej, czytelniej, no ale. 


Ownlog w obsłudze jest prosty, jak blog.pl w starych
czasach. I niesamowicie kameralny, jak mała wioska, w porównaniu do metropolii
blog.pl. 


Bardzo łatwo i wygodnie wchodzi się na panel
administratorski. Nie trzeba przedzierać się przez te wszystkie zasieki, że
login i hasło raz, potem znowu, potem ulepsz blog – nie teraz, ble.


Za to, żeby wejść z administrowania na podgląd swojej strony
głównej, trzeba leźć na około, nie, że się klika w nazwę bloga nad notatką i
już. Względnie czegoś nie wiem, jak się dowiem, odszczekam.


***


Jestem na ranczo i już nieco mnie to męczy, wiadomo. Młody
jest, jaki jest, robię z tym, co mogę, ale te baby uważają, że nic i dusząco
dyszą mi w kark, tzn. narzekają na mnie i udzielają złotych rad: 1. „Musisz coś
z tym zrobić”; 2. „Musisz wypracować jakąś metodę”. Dżizas, mogłyby się
zamknąć, nim nie zdzierżę. Ciotka wychowała niewydolnego społecznie alkoholika,
a matce nie udało się wychować ani własnych dzieci, ani ojca, ani nawet psa,
który w niedzielę pogryzł mojego brata, gdy ten przyjechał z rodziną w
odwiedziny. 


A tak sympatycznie było mi samej siedzieć na wsi. Ale muszę
zaczekać, aż wypiszą matkę ze szpitala, do którego pojechała wczoraj, ponieważ
możliwe, że będę musiała przywieźć ją ze Szczecina. Zależy, jak
będzie się czuła i co zdecyduje, pisałam.
A na czas mojego ewentualnego wyjazdu po nią młody musi
zostać z ciotką. Podróż z H., to niekoniecznie relaks, więc z chorą odpada. 


Zaraz potem się zwijam. Ciotka będzie matkę pielęgnowała,
dokarmiała i dotrzymywała towarzystwa.


Co do H., to, prawdę mówiąc, jest lepiej. On ma takie fazy,
że z natury, jeśli się go ostro nie trzyma, zachowuje się coraz gorzej i
gorzej, a kiedy podejmuję zdecydowane kroki zaradcze, najpierw jest wielka
wojna, potem go łamię i mam ładnie ustawione dziecko. Po Upie, gdzie nastąpiło
totalne przegięcie, przestałam się z gnojkiem certolić. Jeszcze wyjazd w Alpy
trochę nabruździł, bo K., wiadomo, odpuszczała mu wiele, ale.


O, chyba nie pisałam, stało się, że, podczas mojej
nieobecności, H. zaczął jeść potrawy, których dotąd nie tykał. Jakby połączył
to, że ma inną opiekunkę, z kwestią innej diety i już mu zostało. Super. K.
namówiła go na to i owo, ja po powrocie zaczęłam wprowadzać masę nowości i
nagle mam jedzeniowo prawie normalne dziecko. No, z akcentem na „prawie”. 


Dziś ciotka przeprowadziła ze mną rozmowę wychowawczą na temat:
„Dlaczego nie gotujesz synowi zup?”. Nie usatysfakcjonowała jej odpowiedź, że
bo sama nie lubię ich jeść oraz uważam, że zupa, to nic szczególnie odżywczego
i niezbędnego, skoro to samo można zjeść nie napychając się wodą. „Ale
przecież gotowałaś mu, kiedy był mały!” – zaargumentowała, lecz załamała się na
wieść, że jako niemowlę dostawał żarcie ze słoiczków. Bo ona swojemu dziecku
wszystko robiła sama. No jasne, co innego mogła, skoro nie było gotowców. Jakoś
nikt nie chodzi po wodę do studni, jeśli ma w domu kran. Oceniła, że jestem
leniwa i tak dalej. Odpowiedziałam, że owszem, jestem leniwa i mam zamiar to
kontynuować.


Owa rodzinna niedziela, jakże uroczo rozpoczęta pogryzieniem
mego brata przez Reksa, który ma nasrane w głowie i, wg mnie, kwalifikuje się
już do uśpienia, strasznie przypominała niedzielę sprzed roku. Był koniec lata,
zjechaliśmy wszyscy na ranczo, a ojciec za kilka dni miał operację, tę, na
której okazało się, że nie ma co zbierać. 


Nie przejęłabym się, gdyby matka umarła, znaczy, nie jakoś
szczególnie, ale taka powtórka była dość obciążająca. Chciało mi się płakać
etc. Mogliby ci rodzice umierać sobie gdzieś cichaczem na boku, a nie tak na
oczach.


Wisi nade mną świadomość, że sama mam nikłe szanse na
dożycie osiemdziesiątki. Z takimi genami, z tą rakową zarazą, niekontrolowanie
panoszącą się po rodzinie, gdzie trup ściele się, jak w tanim horrorze… Dołuje
mnie to. Bezradność, nieuchronność. Że mam mało czasu, a świat taki wielki.
Kiedy ja to wszystko zdążę, i jeszcze z dzieckiem pod pachą?

Pamiętają Państwo?


Notatka: Brzoskwiniowa Nelly


Czytając o deserze „brzoskwiniowa Nelly” zastanawialiśmy się
wczoraj, czy istnieją jakieś nie seksualne owoce.

Pupa jak gruszka,
jabłko grzechu.

Mandarynki i
pomarańcze – wsuwanie cząstek wiadomo gdzie.


 Śliwki jak
brzoskwinie – odpadają z racji samego kształtu.


Banany bez
komentarza.


Maliny Leśmian
zseksualizował na wieki wieków, przepadło.


Pestkami granatu
Hades zdobył Persefonę.


Jagody kojarzą się z
bitą śmietaną, a ta jest semantycznie naznaczona.


Winogrona =
udeptywanie.


Truskawki z
szampanem.


Pomidory w wielkiej
misce wspólnie rozgniatane rękami na pulpę. To zawsze kończy się w łóżku.


 Stanęło na
porzeczkach.
Nic innego nie możemy
wymyślić.
Nie jestem pewna
ananasa.


Przez chwilę Mrówka
rozważał grejpfruty:


- E jednak nie,
wiesz, piersi jak grejpfruty.


- Melony?!


- No coś ty?! To już
ostra erotyka!


- Arbuzy! :-)


- Pornografia!


Ps. Zdeterminowana
chciałam zasugerować agrest, ale koleżanka stwierdziła, że włochaty owoc
agrestu jednoznacznie kojarzy się z jądrami.
A!A!


mignona 2007-01-23 19:33:46


Komentarze:


idiomka           2007-01-23
20:12:11 80.55.181.26

Ananas na zawsze będzie mi się kojarzył z seksem oralnym :)
Bo gdzieś kiedyś przeczytałam, że jedzenie dużej ilości ananasa ma wpływ na
smak mężczyzny ;) Tzn. na to, jak on smakuje, a nie – jak jemu smakuje ;)


Kasia               2007-01-23
20:19:53 212.76.37.146


tez to słyszałam, niestety zeby tak sie stało to chyba
biedak musiałby żywic sie tylko ananasem


cloudy              2007-01-23
20:31:01 212.76.45.132


żurawina to też owoc;) tej, kupilam sobie Zadie Smith i
"Trzynasta opowieść" cos je rekomendowala. Zaczelam od Zadie, mamo,
jakie to smakowite jest:)


małgośka                     2007-01-23
21:23:25 81.219.75.2


porzeczki to sutki :-) ogólne mniam!


mignona                       2007-01-23
21:57:17 62.29.134.2


Idiomko, Kasiu, a, no fakt, zapomniałam, że Janusz L.
Wiśniewski zabrał niewinność ananasom. Kurczę, coraz trudniej! Cloudy, hmm,
żurawina mówisz? Rzeczywiście mi się z niczym nie kojarzy. Dodaję ją do kandydatów,
choć taka nieco wysilona jest. Ale wiadomo, na bezrybiu… Małgośko, jak
mogłaś! I przepadły porzeczki. ;-)


eli                    2007-01-23
21:57:49 217.113.228.233


a kiwi? chociaż nie, to takie większe agresty…


cloudy              2007-01-23
22:12:13 212.76.45.132


ja mysle, ze nieobrane kiwi jest takie… rozkosznie
włochate…;)


Józefina                       2007-01-23
22:30:50 81.219.245.2 192.168.3.9


No wiecie.. głodnemu chleb na myśli!! ;-)


nielot                2007-01-23
23:59:48 81.219.74.33


Czyli można spokojnie powiedzieć: kiwi – ale jaja! ;-/


Amparo                       2007-01-24
08:19:51 212.191.66.58


Kwaśne wiśnie?


marmonka                   2007-01-24
09:21:45 87.165.217.34


Chyba juz nie zjem zadnego owoca bez skojarzenia. Mig!
Narobilas! ;)


spt                   2007-01-24
09:29:12 83.15.88.66


intensywnie poszukując owoca w ramach rozpoczynania dnia
pracy skończyłam z wizją wielkiego banana! no dzięki Mig. Dzięki ! ;))) ps.
leśmian to jako taki chruśniak i jego zalety maskujące. maliny same w sobie to
już chyba mickiewicz adaś – coś mnie chodzi po głowie – ona mu z kosza daje
maliny a on jej kwiatki do wianka … ! ;) (świtezianka czy jak ??? ;)


psychodad.blog.interia.pl                     2007-01-24
09:51:27 195.127.40.250


Daktyle?


helena              2007-01-24
10:14:58 87.207.236.177


nie mówiąc już o malinach i Słowackim. ale to bardziej kryminalne
klimaty ;-)


ds                    2007-01-24
10:24:53 207.45.248.19


jest taki wiersz Tuwima "słowocowe hybrydy",
niestety już nie pamiętam całości, tylko fragment: "melon zmalinić się dał
maliny go zmaliniły i melodyjnym stał się malimelonem miłym"


Klu                  2007-01-24
10:32:47 217.67.203.35


a w aferalnych latach 60-tych ubiegłego wieku była afera
fryzjerska: fryzjerzy golili agrest i sprzedawali jako winogrona… Może to
przypomnienie którąś z pań zapłodni erotycznie. :-)


cloudy              2007-01-24
11:21:41 212.76.45.132


od kwaśnych wiśni cieknie ślinka. Daktyle są miękkie i
lepkie. Spt, zwrocilas uwage, ze on jej dawal te kwiatki DO WIANKA, nie? Dawal,
dawal, a potem zabral. Boze, wkrecilam sie.


Peen                2007-01-24
13:30:18 83.31.95.236


owoce to owoce – a co powiecie o warzywach? kalafior sam w
sobie w sumie mało seksualny ale może komuś sie kojarzy? ;D


helena              2007-01-24
13:32:25 87.207.236.177


lektura Musierowicz uświadamia, że i kalafior jest ok :-)


mignona                       2007-01-24
13:43:02 62.29.134.2


Eli, właśnie. Sama sobie odpowiedziałaś :-) Józefino,
głodnemu komu? Nielocie, można. Takie bardziej bycze. Amparo, oj, w wiśniach
coś jednak jest. Rozgrzane słońcem wiśnie za dziewczęcym uchem (jak i
czereśnie). No i ten sok na brodzie. Marmonko, ale to są fajne skojarzenia!
Tylko kultywować. Różowa, Heleno, tja, maliny rozpalały wyobraźnię od zarania.
Psychodad, e, daktyle nieee. Daktylami archetypowo karmiono nałożnice. Wiesz,
"Baśnie tysiąca i jednej nocy" i tak dalej. Ds, milutkie. Niestety,
tak, czy siak, melony odpadają. Cloudy, taa, cwaniaczek z tym wiankiem. Peen, z
warzywami łatwiej. W zasadzie chyba tylko marchew odpada.


andy                2007-01-24
15:42:59 193.0.65.254


Żurowina ma działanie albo moczopędne albo oczyszczające
układ moczowy… A cytryna? Czy tylko dlatego że człowiek się ślini?


psychodad.blog.interia.pl                     2007-01-24
15:54:04 195.127.40.250


No akurat nałożnice to można wszystkim karmić. Nawet
owocami.


Franciszek                   2007-01-24
16:34:00 84.40.241.192


A co powiecie na suszone śliwki? Takie pomarszczone. One też
się komuś odpowiednio kojarzą? ;)


radziecki-termos                      2007-01-24
16:58:54 83.16.66.250 172.16.17.85


pigwa, aronia, bez czarny i porzeczki :)


Józefina                       2007-01-24
17:02:58 81.219.245.2 192.168.3.9


Mignona – Wam wszystkim! ;-)


mignona                       2007-01-24
17:51:57 62.29.134.2


Andy, nie, o cytrynie po prostu zapomniałam. Faktycznie
mogłaby być. Halo, czy ktoś ma cytrynowe skojarzenia? Psychodad, tak, ale te
daktyle jakieś takie archetypowe. Franciszku, mi się kojarzą, ale niezbyt
plusowo. No ale wiesz, śliwki, to śliwki, skoro więc odpadają takie świeże…
Radziecka, ależ pojechałaś :-) Rzeczywiście te owoce są aseksualne chyba. Choć,
wiesz, Małgośka skreśliła nam porzeczki.


Kinga               2007-01-24
18:24:19 83.14.245.186


och nie! z cytryna mam skojarzenia! jak zobaczylam kolezanka
z kolega i wlasnie nieszczesna cytryna w akcji na imprezie! ale ze chyba tylko
mi sie kojarzy, toc to moze byc…;)


AEL                2007-01-24
18:24:52 62.179.13.112


heh, musze przyznac, ze mi cytryna kojarzy sie baaardzo
seksualnie… otoz kiedy bylam naprawde mala dziewczynka mama ochrzcila tak moj
narzad plciowy (naukowo zwany sromem) i pytala mnie na przyklad czy mnie nie
szczypie cytrynka :) sami rozumiecie :]


sferos               2007-01-24
18:42:56 87.206.159.77


cytryna odpada w przedbiegach,w kilku filmach widziałam
spijanie meksykańskiego trunku zwanego(nie wiem jak się to pisze)tekili z
piknej dziewoji (razem z tą cytrynką),co do wiśni mój kumpel tak nazywa sutki
swojej dziewczyny.Ale Radziecka na razie przoduje w owocach,to może ja jeszcze
dorzucę parę: liczi,kaki,karambola,mango,jak sobie przypomnę to napiszę.


tuv                   2007-01-24
19:23:23 83.30.173.116


a poziomki? borówki i jeżyny?


vera                 2007-01-24
20:29:28 83.30.69.120


tak na mój gust, do tej pory najbardziej aseksualna jest
żurawina. i banan. przegadany i nudny. nie lubię oczywistości. porzeczki mi się
kojarzą, że hej – malutkie kuleczki, było nie było. daktyle też, ale to chyba
takie prywatne skojarzenia i nie każdy musi się godzić. "cytrynkami"
chłopcy w podstawówce nazywali małe piersi. taki wierszyk był nawet:
"oczko, oczko, buzia, nosek, dwie cytrynki, papierosek". recytowało
się i usiłowało złapać współgraczy, zależnie od płci, za cytrynki lub
papieroska :)


milczenie-owiec           Rinonka           2007-01-24 21:34:16 195.136.118.3


hmm, ja coś mało owoców znam ;] generalnie, to one są z
reguły (te owoce) takie obłe/okrągłe/wydłużone(banan, coś jeszcze?), ze no nie
ma bata, MUSZĄ się kojarzyc.


spt                   2007-01-24
22:31:58 217.116.110.188


pigwa. zgadzam się że pigwa jest mało seksualna. bo nawet
pigwówka co to ją popijam ostatnio – to bardziej wchodzi w wełnianych
skarpetkach i miękkim dresie niż przy świecach i w koronkach. Głosuję na PIGWĘ!
a mango. hmmm. jest taki okropny kawał o oralu i wypluwaniu włosów potem. w
zasadzie podobnie jest po obgryzieniu mango do pestki. czyli – nie wiem na ile
to pozytywne – raczej nie – ale jednak zdecydowanie koło seksu skojarzenie -
mango –> niewydepilowana (ekhm – jak to niżej też było ? ;)) – cytrynka ;D


shaekspears-sisters                  2007-01-24
23:08:18 86.18.83.11


Haha, u mnie w pracy koleżanki banany nazywają
"substytutami miłości". :P


andy                2007-01-25
09:43:30 193.0.65.254


Śliwka oczywiście – "Kwiat śliwy w złotym wazonie"
to taka chińska Kamasutra :)


andy                2007-01-25
09:50:09 193.0.65.254


Genowefa Pigwa jest w swej przaśności bardzo sexy ;)


mignona                       2007-01-25
12:20:40 62.29.134.2


Kingo, Ael, Sferos, no i po cytrynie :-) Sferos, wiesz, nikt
nie zakwestionuje aseksualności tych owoców, bo mało kto wie, jak wyglądają, a
jeśli nawet wie, to nie styka się na co dzień, więc mu się nie kojarzą, ale to
trochę omijanie problemu. Mrówka podsumował to tak: "Gdybyś spytała
tubylców co sądzą o karamboli, usłyszałabyś pewnie takie rzeczy, że uszy by ci
zwiędły". ;-) Tuv, bez szans. Mi się kojarzą bardzo. Leśna, rozgrzana
słońcem łąka, klimat tych malin do dzbanka, wytarzanie w trawie, ślady po
rozgniecionych owocach na sukience etc. Nadinterpretowuję? Vero, tak, w tej
żurawinie coś jest, ale banana będę bronić. On w swym banale nie jest seksowny,
owszem, ale seksualny jest, no jest. Rinonko, fakt, ale wiesz, poddać się jest
najłatwiej :-) Walcz, walcz. Różowa, pigwa (chyba) może być. Niby okrągła, ale
taka kwaśna i twarda… A pigwówka rzeczywiście mocno domowa, kuchenna, że tak
powiem. Shaekspears s., tja, pożywny substytut. Bogaty w potas. Andy, nie, no
śliwki nie. Wygrywają żurawina i pigwa, ja sądzę. Czy ktoś zgłasza veto? Ech,
szkoda mi tych porzeczek :-)


andy – AEL                 2007-01-25
12:47:44 193.0.65.254


Dobre z tą cytrynką pytanie… Teraz rozumiem czemu moja
mama przestrzegała mnie przed paleniem papierosów ;)


tuv-andy                      2007-01-25
12:57:31 83.30.174.141


jest też inny wierszyk na śliwke: "powiedziało gówno
śliwie.Spadnij ja cię uszczęśliwię" :>>>


tuv                   2007-01-25
12:58:25 83.30.174.141


taaa,cała jesteś w poziomkach:)


bleble               2007-01-25
12:58:29 83.12.54.106


Dostałam Mig:) bardzo dziękuję, mam straszne zaległosci
blogowe, mailowe i tak do konca lutego bedzie:)seks, seks – nie pamietam;)


andy                2007-01-25
13:03:01 193.0.65.254


O, bleble – to Ty żyjesz! :)


bleble               2007-01-25
13:59:18 83.12.54.106


czy ja wiem? Andy trudne to pytanie:)


radziecki-termos                      2007-01-25
14:28:19 83.16.66.250 172.16.17.85


żurawinowo-cynamonowo-pomarańczowy to ja mam płyn do kąpieli
i on jest bardzo, że tak powiem… rozkoszny, więc żurawina odpada a jeżyny?
jeszcze jeżyny są aseksualne bo maliny to i owszem ale jeżyny z niczym mi sie
nie kojarzą chyba, że z kolcami… ale to już sado-maso ;)


milczenie-owiec           Rinonka           2007-01-25 14:44:02 195.136.118.3


mmm, jeżyny mają soczek, soczek jest mocno seksualny! :)
mi slinka pociekła, mmmniam :-))


mignona                       2007-01-25
19:15:18 62.29.134.2


Boszzz, ja już nie mam siły. Uciekam z tej notatki i więcej
tu nie zaglądam! ;-)

 

Cóż

Brak komentarzy

Planowałam stosować wobec wordpressu tylko bierny opór, ale
zachodzi obawa, że może się to okazać niedobrym rozwiązaniem i nagle obudzę się
z ręką w nocniku.


Założyłam na chwilę pusty blog, żeby obejrzeć, jak to
wygląda na nowych zasadach. Nie widzę opcji hasłowania archiwum. Może tylko nie
widzę. Na FAQ ani słowa na temat, spytać nie ma kogo.


Ktoś sygnalizował, że podczas przenosin stracił część
notatek.


Przywykłam do blog.pl i jestem totalną lamerką komputerową,
nikt mi nawet nie wierzy, jak wielką, więc chciałam uniknąć zamieszania, ale. Zdaje
się, że nie mam wyjścia.


M. zrobił kopię bezpieczeństwa, a ja od kilku dni przenoszę
wszystko na ownlog. Masa roboty. Ponad tysiąc sześćset notatek. Plus zdjęcia,
plus co ciekawsze dyskusje w komentarzach. 


Jeżeli faktycznie będę zmuszona do przeprowadzki, nowy
adres:


mignona.ownlog.com

 Update: Acz, fakt, można każdą notatkę z archiwum oznaczać jako niewidoczną. Uniemożliwia
to udostępnienie potem komukolwiek wejścia do archiwum na prawach gościa, ale
pozwala uniknąć przenosin, a co za tym idzie, utraty zdjęciowej warstwy bloga.
Bo uświadomiłam sobie, że nie dam rady przenieść zdjęć. Ilość idzie w tysiące,
przez te wszystkie lata…, nie.
 


  • RSS